Blog Forum Gdańsk 2011 – pierwsze wrażenia

Bardzo lubię przyjeżdżać do Gdańska z kilku powodów: piękne miasto, wspaniali ludzie i świetne koncerty jazzowe (światowe gwiazdy gratis!). Ale szczególnych doznań daje obecność na Blog Forum Gdańsk, bo miałem przyjemność brać udział w obu edycjach imprezy. Już rok temu organizatorzy ustawili sobie poprzeczkę bardzo wysoko, a tegoroczna edycja była również bardzo udana.
Zanim przejdę do swoich wrażeń z prezentacji i dyskusji to chciałbym podkreślić, że dla mnie największą wartości była możliwość poznania w “realu” wielu ciekawych i inspirujących osób. To chyba znak czasów, że w Gdańsku właśnie poznałem m.in. 3 przesympatyczne blogerki z… Wrocławia, a także kilka osób, których blogi czytam od jakiegoś czasu. Nic nie może się równać z osobistym kontaktem i bezpośrednią rozmową (to aluzja pod adresem wszystkich zwolenników “wirtualnych rzeczywistości”).
Zacznę od… końca jeśli patrzeć na chronologię ale wprowadzona w tym roku nowinka była moim zdaniem bardzo dobra, bo odbył się konkurs na “Blog of Gdańsk”, a oba zwycięskie blogi prezentują naprawdę wysoki poziom. W głosowaniu internautów wygrały Strawberries from Poland autorstwa Anny Włodarczyk, a nagrodę jury otrzymała Ewa Kowalska za iBedeker.pl - obu Laureatkom serdecznie gratuluję!
Jeśli chodzi o część merytoryczną to mnie zaciekawiła prezentacja “Śmierć blogosfery” autorstwa Natalii Hatalskiej i Dominika Batorskiego. Choć nie mogę się zgodzić ani z tytułowym określeniem, ani z wysoką częstotliwością używania frazy “Google +” przez prelegenta
Jeśli chodzi o tzw. ringi, czyli publiczne dyskusjo-pojedynki to osobiście wyróżniłbym Jacka Gotliba (blogującego jako Azrael), który bardzo mądrze opowiadał o wykorzystywaniu różnych narzędzi SM do propagowania treści z własnego bloga. Przy tej okazji polecam też materiał przygotowany błyskawicznie przez FanpageTrender Jak wykorzystać Facebook dla własnego bloga.
Bardzo ciekawa była dyskusja Ewy Kowalskiej z Małgorzatą Piekarską, gdzie m.in. padło szalenie trafne stwierdzenie “anonimowy komentarz jest jak rzut cegłą zza płotu”. Świetnie się komponował z prezentacją Krzysztofa Krejtza o tym jak postępować z agresywnymi komentarzami na blogach – chociaż chciałbym zauważyć, że moderacja nie oznacza cenzury, a netykieta obowiązuje w Sieci “od zawsze”.
Rewelacyjna moim zdaniem była prezentacją Rafała Bryndala o blaskach i cieniach popularności – świetne poczucie humoru + przemycanie w tle naprawdę ważnych dla blogerów treści, np. o prawach autorskich.
Nie mogę za wiele powiedzieć o Hyde Parku, bo byłem tam przez chwilę i oglądałem dwie ciekawe prezentacje: pierwszy blog literacko-kulinarny Book me a cookie (naprawdę jestem pod wrażeniem dojrzałości młodej autorki), a także “Matura to bzdura” czyli dynamicznie rozwijającego się video-bloga. Ale słyszałem różne opinie co do całości Hyde Parku…
Ale największym odkryciem BFG2011 dla mnie były blogerki kulinarne – “kulinarki” jak zaproponował (w)ęgry bloger, czyli Maciek Budzich – naprawdę świetne dziewczyny! I w tym miejscu chciałbym serdecznie podziękować DJ’owi w klubie CICO, który grał tak beznadziejnie, że dosłownie nikt nie zatańczył, a i ja dość szybko udałem się do hotelu… gdzie trafiłem na spontaniczne afterparty z blogerkami kulinarnymi właśnie. Naprawdę jestem pod wrażeniem ich umiejętności (nie tylko kulinarnych ale i fotograficznych), poza tym degustacja ciasta drożdżowego własnej roboty o 2 w nocy ma swój urok. Zresztą liczy się osobowość, a nie temat bloga czego najlepszym przykładem był pisujący o polityce Azrael, z którym przetrzymaliśmy kondycyjnie młodsze pokolenia blogerów. Na szczęście ostatecznie Wrocław pokonał Warszawę
Żeby gospodarzy BFG nie zemdlił nadmiar lukru to powiem, że gwiazda z Hameryki świeciła bardzo blado i komentarz mojego kolegi “WTF?” oddaje trafnie odczucia większości sali. Smutne w porównaniu z doskonałą prezentacją Solisa w roku ubiegłym.
Jeszcze jedną łyżką dziegciu w beczce miodu był brak kindersztuby kilku zaledwie hipsterów spod znaku nadgryzionego jabłka. Okazuje się, że posiadanie jabłkofonu i ajpada nie gwarantuje znajomości standardów przyjętych w całym cywilizowanym świecie. A publiczne dyskutowanie o kimś, kogo na imprezie nie ma jest wręcz żenujące.
Kompletną porażką był warsztat i plener dot. fotografii reportażowej, na którym nie wyszliśmy z namiotu i nie zrobiliśmy ani jednego zdjęcia. Pani fotograf robi naprawdę świetne zdjęcia, co nie oznacza, że automatycznie jest dobrą prelegentką…
Na szczęście te drobne wpadki w żaden sposób nie mogły zaważyć na ocenie całości imprezy, która była po prostu świetna! Dla tych, którzy mają 20 minut wolnego czasu polecam relację wideo BFG2011 Mediafunowym okiem.
W finalnych podziękowaniach nie chciałbym pominąć wszystkich osób, które były zaangażowane w organizację imprezy (to dzięki nim wszystko przebiegło bez zarzutu, a blogerzy mogli się nie tylko integrować ale i wymieniać doświadczeniami, a także czegoś nauczyć) oraz pracowników hotelu Scandic Gdańsk, którzy byli zarówno bardzo profesjonalni, jak i po prostu sympatyczni. SERDECZNIE DZIĘKUJĘ!
PS. Swoje wrażenie z prowadzenia panelu dot. marketingu w blogosferze opiszę niedługo!
Sprostowanie
co do siły blogosfery
Podobno byłem na tej samej imprezie, co Kominek. Jadąc do hotelu spodziewałem się albo tłumów fanek rzucających w niego swoją bielizną lub odzierających go z odzieży, albo co gorsza pikiety “białych kozaczków” żądnych krwawej zemsty. A tu… nic takiego się nie wydarzyło i cała impreza minęła naprawdę spokojnie!



mirku tylko szczerze, jaka różnica z poprzednim rokiem? in plus? in minus?
Grzegorz Kosson (@gkosson)
18/10/2011 at 18:10
Trochę ciężko jest porównywać obie imprezy, gdyż tegoroczna formuła była nieco inna. Ja z premedytacją chciałem dać sobie odrobinę czasu na przetrawienie takiej ilości wrażeń. I wydaje mi się, że BFG 2011 miało równiejszy poziom merytoryczny, a i cześć warsztatów była bardzo ciekawa oraz pożyteczna.
Mirek Połyniak
18/10/2011 at 23:21
Zgadzam się z Tobą, ze najcenniejsze na tym spotkaniu było poznanie w realu blogerów znanych dotąd tylko z kontaktów w sieci oraz nawiązanie nowych znajomości z innych obszarów blogosfery.
Cieszę się, ze ciasto smakowało
Grażyna
18/10/2011 at 18:42
też uważam, że DJ spisał się świetnie!
), bo dotychczas po kryjomu Ciebie czytywałam
Mirku naprawdę miło było mi Cię poznać i może w końcu wyjdę z ukrycia, nie będe tylko czytać Twoich wpisów, ale i czasem coś skomentuję (o ile będę miała coś do powiedzenia
aga-aa
18/10/2011 at 19:18
czuję się jak twórca jakiegoś wywrotowego bloga, którego czyta się w ukryciu
Mirek Połyniak
18/10/2011 at 23:17
zaraz tam wywrotowego, ciekawego po prostu i onieśmielającego
aga-aa
19/10/2011 at 16:54
aga-aa
wracaj na mojego bloga
bo jestem zazdrosny!
Marek Stankiewicz
19/10/2011 at 11:34
ale się porobiło! jeszcze chwila i blogerzy zaczną się bić o kulinarki
Mirek Połyniak
19/10/2011 at 11:36
o! to byłoby coś!
lepsze niż Vegan Black Metal Chef
aga-aa
19/10/2011 at 16:56
a wino masz? ;p
aga-aa
19/10/2011 at 16:55
Mirku ja co prawda padłam i nie powstałam (nie spotkaliśmy się na hotelowym after party), ale jest mi ogromnie miło mieć tak zacną osobę w kręgu znajomych! Wyrażam cichą nadzieję, że się jeszcze spotkamy!
emajdak (Polka)
18/10/2011 at 19:41
A właściwie to sobie przypomniałam, że jedno wino ‘razem’ wypiliśmy
emajdak
19/10/2011 at 14:22
Wino było oczywiście węgierskie
ale i tak nic nie przebije tekstu Pawła Iwaniuka:
Według nowego podziału kraju jestem z Węgier
Mirek Połyniak
19/10/2011 at 20:12
Fajna recenzja, cool.
Podobnie jak publiczne rzucanie smarka, ale bez konkretnego celu, tak dla samego sportu.
Paweł Nowak
18/10/2011 at 20:52
to naprawdę żałosne, że właśnie po raz kolejny potwierdzasz to co napisałem
a wystarczyło popatrzeć jak ring prowadził MacKozer, który też jest fanem Apple
pogadaliśmy nieco przy okazji śniadania jedzonego przy tym samym stoliku i mogę tylko powiedzieć, że to po prostu gość na poziomie…
PS. Jeszcze drobna prośba: jeśli chcesz na moim blogu zabierać głos to przeczytaj proszę ze zrozumieniem jego regulamin, bo to nie jest miejsce do wypowiedzi w stylu “publicznie rzucać smarka”, czy “pytanie z dupy” (to już Paweł Opydo)
Mirek Połyniak
18/10/2011 at 23:15
DJ był spoko, dzięki niemu ciasto się zjadło i opróżniły dwie butelki wina. A i rozmowa była w deseczkę, aż żałuję, że padłam o 2.30
pozdrawiam!
Kulinarka, która czci marchewę
Gosia Oczko
18/10/2011 at 22:08
Twoja marchewkowa koszulka zdeklasowała wszystkie kreacje szafiarek
Mirek Połyniak
18/10/2011 at 23:18
“Twoja marchewkowa koszulka zdeklasowała wszystkie kreacje szafiarek”
gdzie tu jest opcja lubię to!?
aga-aa
19/10/2011 at 16:57
Wrazenia bardzo podobne!
Pani z Ameryki nie rozumiałam, mimo że angielski rozumiem
Komentarz WTF b. na miejscu.
A ja mialam szczęscie być na b. fajnych warsztatach literackich i o kiepskich reporterskich mogłam tylko posluchać
PS A na mojej statuetce jest bląd! Zabrakło im ‘s’ w ‘strawberries’…
PS 2 Miło było Cię poznać
ania wlodarczyk
19/10/2011 at 10:35
Aniu! cała przyjemność po mojej stronie – szczególnie, że sam głosowałem na Twojego bloga
o warsztatach literackich słyszałem dużo dobrego – chyba nawet Kominek mi o nich mówił w samych superlatywach, a co do “wykładu fotograficznego” to na sali siedziały m.in. Dorota Kamińska i Agnieszka Komorowska więc chyba dla wszystkich byłoby lepiej, gdyby były prowadzącymi…
Mirek Połyniak
19/10/2011 at 11:49
To bardzo miłe co piszesz o blogerkach kulinarnych. Wiesz, że nazwano nas też blogerkami od kotletów? Zupełnie jakby pasje można było hierarchizować i wpychać nas na zupełne niziny.
Jesteś tak nietuzinkową osobą, że mam nadzieję, że spotkam Cię na BFG za rok (no i że ja ponownie będę zaproszona
)
Nina
19/10/2011 at 11:01
To naprawdę przykre
niektórym się wydaje, że świat kończy się na elektronicznych gadżetach – a jak pokazuje życie to często poza fasadowym lansem niewiele sobą naprawdę reprezentują
Tak się składa, że ja umiem gotować, robię to nieźle i co więcej: bardzo to lubię (bo to jedno z moich najlepszych zajęć relaksacyjnych) więc tym bardziej mam wiele szacunku dla kogoś kto robi to świetnie, a przy okazji dzieli się swoją pasją z innymi. Poza tym blogi kulinarne to często świetne zdjęcia!
Chciałbym zobaczyć tych wszystkich gadżeciarzy w akcji robienia kotleta na żywo – to zapewne byłby ubaw
Mirek Połyniak
19/10/2011 at 11:43
To już kolejna pozytywna (albo wręcz entuzjastyczna) relacja z BFG. Zaczynam żałować, że nawet nie próbowałem się na tę imprezę wybrać. Chociaż z drugiej strony nie wiem, czy moje ego zniosłoby, gdyby mnie tam nie chciano wpuścić
Tak na marginesie, skoro już się tak obnosisz
z umiejętnościami kucharskimi, to może Kulinarne Blogerki mogłyby potraktować to jako rzuconą w ich stronę rękawicę i zorganizować jakieś mistrzowstwa blogerów w gotowaniu? Z integracyjną kategorią open oczywiście!
PS. Chyba zostałem ostatecznie przekonany, żeby nieco poszerzyć moje skupione na marketingu blogaskowe poletko i przeanalizować historyczno-ekonomiczne aspekty robienia pizzy na przykładzie salami z Tesco. Już wkrótce
Petrol
19/10/2011 at 13:44
Jakiś czas temu czytelniczka mojego bloga uważnie obserwująca moje kulinarne statusy na FB (curry krewetkowe, kurczak w winie, curry z kurczaka z daktylami, etc.) zasugerowała mi zrobienie kulinarnej zakładki na blogu
ale chyba nie dam rady pisać częściej z braku czasu po prostu, poza tym mój blog ma określony profesjonalny format
ale propozycja zorganizowania Kulinarnych Mistrzostw Blogerów – kategoria open oraz osobno specjalistyczne – jest bardzo ciekawa: oczami wyobraźni już widzę Grzegorza Marczaka zagniatającego ciasto na pierogi, obok Artur Kurasiński robi farsz, a Maciek Budzich klei to wszystko do kupy (ROTFL)
Mirek Połyniak
19/10/2011 at 14:05
Umarłam
Ja mogę przejąć zadanie Maćka i biegać z kamerą oraz komentować na bieżąco
.
Dorota Kamińska
21/10/2011 at 23:42
Białe kozaczki w tym roku były już niemodne, więc dlatego przegapiłeś
A Kominek w tym roku spał z Pawłem O.
Paweł Tkaczyk
23/10/2011 at 10:47